Napisane przez: adam | 01/09/2010

Zalew Wiślany, Zatoka Gdańska i Bałtyk (12 dni)


Z : Kąty Rybackie do Kąty Rybackie (15.08.2007 – 26.08.2007)
Wypływane godziny : 101,5
Odwiedzone porty : (Frombork,Krynica Morska, Tolkmicko,
Górki Zachodnie, Gdynia, Jastarnia, Hel, Władysławowo
Jacht : s/y Marlinex (Bora 789)

15.08.2007 był dniem w którym jako świezo upieczony sternik jachtowy wypłynąlem po raz pierwszy w swój kapitański rejs.Przygotowywałem się do niego bardzo starannie już od dłuższego czasu.Trasa nasza miała wieść przez wszystkie ważniejsze porty Zalewu Wiślanego i Zatoki Gdańskiej (czyli już prawie wody morskie).Alternatywą przy dobrych warunkach pogodowych miałobyć odwiedzenie Władysławowa. Jacht to balastowo-mieczowa konstrukcja ze stoczni JAWA YACHTS.

Stawa Elbląg na Zalewie wiślanym

Stawa Elbląg na Zalewie wiślanym

Port zaokrętowania naszego jachtu – Kąty Rybackie opuściliśmy o godzinie 1700.Tego samego dnia dopłynęliśmy do położonej o 13 Mm Krynicy Morskiej.Bardzo dobrze oznaczone podejście z nowoczesnymi pławami daje poczucie że naprawdę jesteśmy w Europie. Niestety sama marina nie zachwyca już taką nowoczesnością.Basen portowy wygląda na nieremontowany od co najmniej 30 lat.Brakuje porządnych pryszniców ,wody i prądu na kei, słowem infrastruktura marna. Z tankowaniem paliwa też nie jest łatwo trzeba iść ponad 1,5 km w miasto. Wszystkie te niedogodności wynagradza wspaniała plaża, morze i wakacyjna atmosfera Krynicy Morskiej.Korzystając w pełni z tego wszystkiego zdecydowaliśmy się pozostać tam aż do południa następnego dnia.

Na zalewie

Na zalewie

Następnie udaliśmy się na południowy brzeg zalewu do Tolkmicka – typowo rybackiego, nieco omijanego przez żeglarzy porciku. Infrastruktura jak wszędzie nad Zalewem Wiślanym uboga. Nieopodal kei stoją dwa Toi-Toie i na tym koniec. Podobno w sezonie 2010 mają zostać otwarte sanitariaty dla żeglarzy. Informacja wymaga więc weryfikacji w przyszłości.  Także i w tym niewielkim bądź co bądź mieście jeżeli się chce można znaleźć przyjemną knajpkę i pograć na przykład w bilarda. Nieprawdą jest także jak podaje jedna z locji Zalewu Wiślanego że w Tolkmicku trzeba uważać na hałaśliwą młodzież która często zaczepia załogi jachtów. Niczego takiego nie uświadczyliśmy, nikt nie maił do nas o nic pretensji. Następnego dnia rano oddaliśmy cumy i z zachodnim wiatrem skierowaliśmy się w stronę Fromborka, miasta w którym urodził się pracował i zmarł Mikołaj Kopernik. Podczas wchodzenia do Fromborka trzeba szczególnie uważać na płyciznę na wysokości główek. W porcie oczywiście problem z infrastrukturą jednak niedaleko kei stoją sanitariaty (dodatkowo płatne).  Tutaj na wzgórzu znajduje się przepiękny zespół katedralny który koniecznie trzeba zwiedzić. W Bazylice Archikatedralnej zbudowanej w latach 1329-1388  mieliśmy okazję trafić akurat na koncert organowy. W zespole katedralnym w jednej z wież (Wieża Radziejowskiego) która była dawną dzwonnicą znajduje się jedno z najlepszych polskich planetarium oraz Wahadło Foucaulta – przyrząd fizyczny dowodzący istnienia ruchu obrotowego Ziemi. Jest to jedno z czterech takich wahadeł w Polsce. Zainteresowanych odsyłam do Wikipedii. Z wieży rozciąga się piękna panorama Zalewu Wiślanego i całego Fromborka. Jeżeli zatrzymujecie się tutaj na dłużej polecam odwiedzić Muzeum Mikołaja Kopernika za to zdecydowanie odradzam muzeum medycyny… We Fromborku spędziliśmy cztery godziny po czym wyruszyliśmy w dalszą drogę. Naszym celem była Krynica Morska z której następnego dnia mieliśmy ruszyć na Szkarpawę – jedyną w swoim rodzaju rzekę bez nurtu i dalej przez stary przekop Wisły na Zatokę Gdańską. Przeprawa Szkarpawą pod wiatr na silniku to niestety nic przyjemnego, wynagradzają to jednak piękne widoki i ciągle zmieniający się krajobraz. Po drodze różne budowle hydrotechniczne – mosty obrotowe, zwodzone a także zabytkową śluzę tuż przed wyjściem na Wisłę – Gdańską Głowę. Na przeprawę Szkarpawą i Wisłą z Zalewu Wiślanego na Zatokę trzeba liczyć cały dzień zakładając że dobrze wstrzelicie się w godziny otwarcia mostów i śluzy. Warto zatem zawczasu zastanowić się jak rozplanować ten „skok” i czy nie warto po drodze zanocować na rzece – jest sporo ciekawych i urokliwych zakątków. Żegluga Wisłą bezpośrednio u jej ujścia to nie lada przeżycie. Piękna słoneczna pogoda i umiarkowany wiatr pozwoliły nam wyjść przez Przekop Wisły (trzeba uważać na głębokość – przydaje się echosonda). Jednak trzeba pamiętać że podczas złej pogody, podczas dużej fali warto skorzystać z alternatywnej drogi poprzez Martwą Wisłę do Górek Zachodnich. Po drodze miniemy śluzę w Przegalinie oraz most pontonowy w Sobieszewie. Droga nieco dłuższa ale bez niepotrzebnego ryzyka wejścia na przybrzeżną mieliznę co podczas sztormu lub silnego wiatru nie należy do rzadkości. Trzeba pamiętać o ciągle zmieniających się głębokościach w tamtym miejscu (po sztormie mogą być już inne), a sama rzeka także niesie z sobą tony materiału.

Przekop Wisły

Przekop Wisły

Piękny dzień i dość rześki wiatr sprzyjał żegludze i już przed południem weszliśmy do Gdyni.W Gdyni – tłok niesamowity ledwo znaleźliśmy wolne miejsce koło Orlenu. W Marinie Gdynia z resztą o miejsce w sezonie naprawdę bywa trudno, jak nigdzie tutaj warto przed wejście spytać się gdzie możemy przycupnąć. Choć wiele miesc w Y-bomach wydaje się wolnych często okazuje się że są zarezerwowane.

Następnego dnia odbyliśmy dwa „dalekie” przeloty najpierw do Jastarni a po godzinnej przerwie na obiad do Helu. Do tego ostatniego wchodziliśmy już o zmierzchu i przy niesprzyjających warunkach pogodowych i wysokiej fali (wiało 4-5B z E) skutkiem czego proste podejście może czasami okazać się trudne szczególnie dla jachtu balastowo-mieczowego. Następnego dnia po pierwszej prognozie nie mieliśmy wątpliwości żeby wychylić się za Hel do Władysławowa. Wyruszyliśmy wcześnie rano żeby mieć zapas gdyby wiatr odkręcił nagle albo zmieniły się warunki pogodowe.  Nasze obawy okazały się jednak nieuzasadnione. Dystans do Władysławowa pokonaliśmy w niecałe 6 godzin robiąc średnio 5 węzłow co dla Marlinexa było niezłym wynikiem. We Władysławowie spędziliśmy 2 dni korzystając z uroków nadmorskiego kurortu. Jak na złość dnia którego musieliśmy opuścić Władysławowo wiatr kompletnie zdechł. Tym razem mieliśmy do pokonania ciężkie 32 Mm z których 3/4 drogi przejechaliśmy na silniku. Zaczęło trochę wiać dopiero po południu kiedy byliśmy już na wysokości Juraty. Z Helu następnego dnia ruszyliśmy w drogę powrotną na Zalew Wiślany.Podczas przelotu do Górek Zachodnich pobiliśmy swój rekord prędkości – GPS pokazywał 7,0 knt. W Górkach Zachodnich zatrzymaliśmy się tylko celem zatankowania paliwa. Jakież było nasze zdziwienie gdy okazało się że w tej oto marinie która wydawać by się mogło aspiruje do miana bramy na morze nie ma ani Orlenu przy basenie portowym ani nawet stacji benzynowej w najbliższej okolicy. Bosman poinformował nas że najbliższa stacja paliw znajduje się w Gdańsku. Wszelkie nadzieje o zatankowaniu tutaj legły w gruzach.Nikt z obsługi mariny nie był w stanie nam pomóc, nikt też nie posiadał samochodu – niesamowite. Tego dnia zdecydowaliśmy się pozostać w Górkach i ruszyliśmy Martwą Wisłą dopiero nazajutrz z rana mając nadzieję na zatankowanie paliwa gdzieś po drodze.

Dzień rozpoczął się kiepsko bo już o 1000 musieliśmy poczekać prawie dwie godziny na otwarcie mostu pontonowego w Drewnicy – strata nieodżałowana. Bardzo zależało nam na czasie i na tym żeby jeszcze dzisiaj znaleźć się w miejscu w którym moglibyśmy uzupełnić paliwo. Rozważałem zatrzymanie się po drodze na rzece i znalezienie jakiejś stacji paliw. Z szybkich obliczeń wynikało że benzyny starczy na ok 3-4h jazdy.W związku z tym oszczędzanie paliwa postawiliśmy na pierwszym miejscu. Kiedy wyszliśmy już za śluzę Gdańska Głowa na Szkarpawę odkryliśmy że wiatr wieje nam w plecy. Dzięki temu mogliśym zaoszczędzić bardzo dużo paliwa. Szliśmy po rzece ze średnią predkością 4 węzłów, wiatr nie był szczególnie silny ale jak widać wystarczył aby rozwinąć sensowną prędkość. Nie rozwiązywało to jednak do końca naszego paliwowego problemu. Rozsądek nakazywał pozostać na rzece jednak co jeśli nie znajdziemy tutaj żadnej stacji?Biorąc pod uwagę kierunek i siłe wiatru (W 1-2 B) zdecydowałem się wykonać nocny przeskok do Krynicy Morskiej jako najepiej oznakowanego portu na Zalewie Wiślanym. Było to jedyne miejsce gdzie mogliśmy uzupełnić paliwo. Kąty Rybackie ze względu na lokalizacje i kiepskie oznakowanie były nieosiągalne o tej porze doby i przy tym kierunku wiatru który z resztą i tak później ucichł kiedy wyszliśmy na zalew. Jacht musieliśmy oddać jutro do 16.00 więc przeskok z Krynicy Morskiej do Kątów Rybackich nastepnego dnia był jak najbardziej możliwy do wykonania. Kiedy znaleźliśmy się na Zalewie wiatr prawie ustał a ostrzeżeń meteorologicznych nie odebraliśmy, prognoza pogody była bardzo enigmatyczna i zapowiadała wzrost siły wiatru do 3-4-5B (bardzo lubię te polskie prognozy). Zdecydowałem się wyjść na zalew.

Na Zatoce Gdańskiej

Na Zatoce Gdańskiej

Przy tak słabym wietrze zapowiadała się długa noc prędkość oscylowała w granicach 1 knt. Przygotowaliśmy się do niej należycie. Wyłożyliśmy 2 latarki na pokład osoby pełniące wachtę miały na sobie kamizelki ratunkowe a do bomu zainstalowaliśmy kontraszot. Wiatr od 2000 zaczął stopniowo przybierać na sile.Kiedy jacht osiągnął prędkość 4 węzłów na foku i grocie zdecydowałem się zarefować grota. Przez moment po zrzuceniu grota zwolniliśmy do 3 węzłow jednak w czasie kiedy go refowaliśmy a wiatr przybrał jeszcze bardziej na sile i na samym foku szliśmy już ponad 4 węzły. Idąc z wiatrem zdecydowałem się na razie nie stawiać grota. Rozważałem to jednak później ponieważ przy pławie TOL która jest pierwszą pławą podejściową do Krynicy Morskiej musieliśmy wykonać zwrot na KK 324 stopnie (w kierunku pławy podejściowej KM-E) co ustawiłoby nas na kursie względem wiatru pełny bajdewind i wówczas grot byłby nieoceniony aby utrzymać kurs. W nocy zdecydowałem że będziemy poruszać się tylko po szlakach żeglugowych w obawie przed sieciami których nie sposób zauważyć w ciemnościach a które znajdują się poza nimi. Wreszcie wykonaliśmy zwrot na pławę KM-E i ku naszemu zadowoleniu jacht radził sobie bardzo dobrze w żegludze bajdewindem na samym foku – a nie była to genua a zwykły fok marszowy. Szliśmy bez zauważalnego dryfu, dość ostro z prędkością ok 3,5 węzła. Postawienie grota nie było więc przynajmniej na razie potrzebne. Około godziny 2300 wiatr ustabilizował się na poziomie 5-6 w sali B a ciemność potęgowała jego „grozę” (która czuje się, oj czuje na takim małym mieczowo-balastowym jachcie).O 2400 byliśmy już na podejściu i kolejno mijaliśmy pławy podejściowe idąc jak po sznurku do główek portu. Wreszcie trafiliśmy w nabieżnik Krynicy Morskiej i bezpiecznie weszliśmy do basenu portowego. Na kabel od główek portu odpaliliśmy katarynę tak aby już podczas kręcenia w porcie nie zgasła nam i nie narobiła wstydu🙂

Po tylu przygodach nie sposób było nie pójść na kolejkę wściekłego psa do pobliskiej „Kogi”.Znowu nam się udało.

Rano zatankowaliśmy 5 litrów paliwa i kupiliśmy bilety na autobus. Około 1000 oddaliśmy cumy i zarefowani po zęby wypłynęliśmy do Kątów Rybackich. Zgodnie z przewidywaniami i prognozami wiatr nie zmienił kierunku a siła wzrosła do 6 B. Halsowaliśmy się do samych Kątów Rybackich. Weszliśmy tam około godziny 1500 i oddaliśmy jacht armatorowi. O 1630 zmęczeni ale szczęśliwi i zadowoleni siedzieliśmy już w autobusie do Warszawy.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: