Napisane przez: adam | 30/08/2012

Bałtyk Zachodni (15 dni)


Z : Trzebież do Trzebież (04.08.2012 – 18.08.2012)
Wypływane godziny : 147 (453 Mm)
Odwiedzone porty : Świnoujście, Sassnitz, Vitte, Stralsund, Klintholm, Nysted, Warnemunde, Rostock, Gedser, Barthof, Sthalbrode
Jacht : s/y Zuzanna ( Futuro )

Najłatwiej byłoby napisać „z wielkiej chmury mały deszcz” i tak w rzeczy samej przebiegł nasz rejs który miał być  prawdziwie daleką wyprawą aż na Morze Północne a okazał się ledwie wycieczką do naszych zachodnich sąsiadów . Między słowami przewijały się nawet takie zwroty jak „Amsterdam” czy „Den Helder”. Nic z tych rzeczy nie zobaczyliśmy nasz daleki rejs zakończył się na zatoce Meklemburskiej.  Nie można powiedzieć nawet że zrealizowaliśmy połowę odległości jaką zakładaliśmy..

Powodów takiego stanu rzeczy było kilka, najważniejszym z nich był jacht. I nie można powiedzieć że mieliśmy wiele awarii, złamał się maszt a ze śrub kilowych lało się jak z fontanny. Jacht s/y Zuzanna konstrunkcyjnie nie był przygotowany do pływania z dużymi prędkościami (pomimo swojej imponującej długości) rozwijał 2,5-3 knt pod pełnymi żaglami w kursach ostrych do 4 knt w kursach pełnych, kąt martwy jachtu pozostawiał również wiele do życzenia ze wstępnych pomiarów udało nam się określić że wynosił około 130 stopni co po doliczeniu dryfu ok 5-10 stopni na każdy hals praktycznie eliminowało jacht ze skutecznej żeglugi „upwind”. Dodatkowo nadmierne jego przechylanie się podczas żeglug nawet do 45-50 stopni przy wietrze 4 z pełnymi żaglami wymuszało ich refowanie i dodatkowo zmniejszało nam prędkość. Nie można pominąć kilku faktów jak skrzywiony bezanmaszt oraz ciągle luzujące się olinowanie stałe które skutecznie uprzykszało nam żeglugę oraz powodowało że przy wietrze powyżej 4B bezanmaszt wchodził w rezonans, drżał i należało zrzucić bezana. Zachodni wiatr w pierwszych kilku dniach rejsu również dał nam się ostro we znaki a w połączeniu z warunkami nautycznymi jachtu zamyknął skutecznie drogę do Kilonii.

Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło. Odwiedziliśmy wiele niemieckich portów oraz kilka uroczych zacisznych zakamarków na duńskich wyspach Mon, Falster oraz Lolandii. Wzmianki i praktyczne informacje o odwiedzonych przez nas miejscach wraz z mapkami mam nadzieję wkrótce pojawią się na stronie.
Niemieckie porty oprócz oczywiście doskonałej infrastruktury i zdecydowanie niższych niż w Danii opłat za cumowanie kusił nas „Fischebrotchen” czyli niemiecki odpowiednik angielskiego Fish and Chips. Te przekąski których głównym składnikiem jest bułka i ryba wzbogacone często o sałtę, pomidora i ogórka zatopione w sosie czosnkowym stanowiły ulubioną pozycję naszego pozajachtowego menu.  Spotkać może je było dosłownie w każdej niemieckiej nadmorskiej miejscowości.  Ujmujące w niemieckich kurortach jest spokój, względna cisza na nadmorskich bulwarach oraz brak tej typowej dla polskich kurortów tandety pod postacią maszyn do wyłudzania pieniędzy, kebabów co 15m i kolorowych straganów. Wszystko to jakoś wygląda sensowniej niż u nas  i o wiele estetyczniej. Bardzo sympatycznym akcentem było wywieszenie polskiej flagi na maszcie w marinie przez niemieckiego Hafenmeistera w Vitte kiedy przypłynęliśmy. Muszę powiedzieć że prawie łza nam się zakręciła w oku.

Dania natomiast przywitała nas niesamowitym spokojem, kameralnymi, cichymi marinami oraz uroczymi miasteczkami które do złudzenia przypominały te Bornholmskie jak Svaneke czy Alinge. Osobiście najbardziej do gustu przypadł mi Klintholm.

Podczas całego naszego rejsu nie zobaczyliśmy ani jednego polskiego jachtu ani w niemczech ani w Dani. Byliśmy zupełnie wyobcowaną nacją na Zachodnim Bałtyku. Odczuliśmy to również w zdziwionych spojrzeniach niemców i duńczyków podczas każdego cumowania kiedy mieli okazję zobaczyć jak wielu ludzi może zmieścić się na pokładzie jachtu na którym oni zmieściliby maksymalnie 4 osoby.

Nie można powiedzieć  że rejs był stracony lub że straciliśmy czas bo nie osiągneliśmy celu – wiadomo byłoby znacznie lepiej wpływając chociaż do Cuxhaven. Było ciężko ze względu na jacht który uniemozliwiał nam skuteczną żeglugę przez swoje właściwości nautyczne, było męcząco z powodu ciągłego dokrecania wiecznie luzujacego się takielunku oraz obaw o kołyszący się skrzywiony bezanmaszt. Udało nam się jednak bezpiecznie dopłynąc do domu, bez uszkodzeń a po drodze zobaczyliśmy wiele innych ciekawych miejsc których płynąc zgodnie z pierwotną trasą nigdy byśmy nie odwiedzili.

Dziękuję całej załodze i czekam na ciekawe zdjęcia z naszego rejsu.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: